Dodano: 12 Marzec 2021r. 08:23
Niemcy: Przymusowy restart wyłączonej elektrowni węglowej. Ratowała system, gdy zabrakło OZE
Niemiecka elektrownia węglowa Heyden, która została wygaszona na początku 2021 roku, musiała być od tego czasu włączana ponownie sześć razy. Jednostka wróciła do pracy, by zasilić system, w którym zabrakło energii z wiatru i słońca.
Heyden musiała wrócić do systemu, gdyż początek roku jest okresem, w którym w Niemczech występuje tzw. Dunkelflaute - nie wieje wiatr, a niebo zasłane jest gęstymi chmurami. Takie warunki atmosferyczne sprawiają, że generacja energii elektrycznej w elektrowniach wiatrowych i słonecznych jest bardzo niska. Oznacza to konieczność uruchomienia innych, sterowalnych mocy - m. in. węglowych, ale przede wszystkim gazowych. Sytuację pogarsza szybki i nieracjonalny proces zamykania niemieckich elektrowni jądrowych. Mają one zniknąć z tamtejszego systemu do końca 2022 roku. W niemieckim systemie zaczyna zatem brakować stabilnych mocy.
Odpowiedzią RFN na ten problem jest rozrost energetyki gazowej. Dochodzi zatem do sytuacji, w której miejsce bezemisyjnego atomu, wyłączanego z przyczyn politycznych, zastępuje paliwo kopalne. Ma to miejsce już teraz , wygaszana elektrownia jądrowa w rejencji Szwabia (kraj związkowy Bawaria) zostanie zastąpiona jednostką zasilaną gazem ziemnym. Chodzi konkretnie o elektrownię jądrową Gundremmingen, która jest przeznaczona do całkowitego zamknięcia w roku 2021 (jeden z bloków wyłączono już w 2017 roku). Obecnie jednostka – oparta o technologię BWR – dysponuje mocą 1284 MW. Gundremmingen ma zostać wyłączona zgodnie z harmonogramem niemieckiego wyjścia z atomu, według którego wszystkie jednostki jądrowe w RFN przestaną pracować do 2022 roku.
Teraz, jak widać, do grona „mocy zastępczych” zaliczyć można węgiel. Co ważne, Heyden (dysponująca mocą zainstalowaną 865 MW jednostka spalająca 265 ton węgla na godzinę) może nie być jedyną awaryjną elektrownią węglową dla Niemiec.
Trzech operatorów niemieckich elektrowni (STEAG, Uniper, RWE) zakomunikowało, że część mocy węglowych wygaszanych w ramach wychodzenia RFN z węgla (proces ten ma się zakończyć najpóźniej do 2038 roku) trzeba będzie utrzymywać w rezerwie dla zapewnienia bezpieczeństwa systemu. Operatorom chodzi m. in. o Heyden, ale też o dwie inne elektrownie, które miały zostać wyłączone latem tego roku.

W Szwecji brakowało energii. Kraj ratował się m.in. importem "brudnej energii" z Polski
W Szwecji, gdzie w ostatnim czasie wyłączono dwa reaktory jądrowe, z powodu srogiej zimy znacznie wzrosło zapotrzebowanie na energię. Kraj musiał ratować się uruchomieniem elektrowni na olej opałowy oraz importem "brudnej energii" m.in. z Polski.
Jak wyjaśnia Pontus de Mare ze szwedzkiego operatora sieci przesyłowej Svenskakraftnat (SVK), Szwecja w ostatnich latach zainwestowała w energetykę wiatrową i latem sprzedaje nadwyżkę zielonej energii.
"Problem jest jednak zimą, kiedy potrzebujemy najwięcej energii, to akurat siłownie wiatrowe produkują jej relatywnie mało. Wraz z ograniczeniem energetyki jądrowej staliśmy się bardziej zależni od paliw kopalnych" - stwierdza de Mare.
W lutym zapotrzebowanie na energię elektryczną w Szwecji pobiło rekord zimy i w godzinie szczytu niedobór mocy wyniósł 1700 MW. W poprzednich latach sytuację ratował brak silnych mrozów, ale też Szwecja więcej energii otrzymywała z reaktorów jądrowych.
Szwedzki rząd, w którym oprócz socjaldemokratów zasiadają Zieloni, zdecydował o przedwczesnym wyłączeniu pod koniec 2020 roku reaktora jądrowego R1, a w 2019 rektora R2. Decyzję tłumaczono względami ekonomicznymi, w tym niskimi cenami energii. W Szwecji na producentów energii jądrowej nałożono wysokie podatki.
Najsurowsza od kilku lat zima spowodowała, że władze zdecydowały o uruchomieniu rezerwowej elektrowni na olej opałowy w Karlshamn na południu Szwecji. Podjęto także decyzję o imporcie energii nazywanej w Szwecji "brudną", gdyż jej źródłem jest m.in. węgiel, z Polski, Niemiec i Litwy.
Kryzys energetyczny spowodował debatę, w której politycy opozycji oskarżają rządzących o jego wywołanie. "Jak przetrwa naród przemysłowy w północnej Europie, jeśli nie będziemy w stanie wyprodukować wystarczającej ilości energii, aby przetrwać normalną zimę?" - zastanawia się Christoffer Heimbrand, polityk partii Liberałowie, która była przeciwna wyłączaniu bloków w elektrowniach atomowych.
W telewizji publicznej SVT w reportażu pokazano właściciela zakładu papierniczego, który zdecydował się na wstrzymanie produkcji z powodu wysokich cen energii wywołanych nadzwyczajnym popytem. Cena jednej megawatogodziny osiągała w szczycie nawet 200 euro, podczas gdy normalnie kosztuje 30 euro. W innym materiale wzywano Szwedów do powstrzymania się w najbliższych dniach od odkurzania w domach.
Według rzecznika ds. energii Partii Ochrony Środowiska - Zieloni Lorentza Tovatta skandalem jest uruchomienie elektrowni na olej opałowy jako rezerwowego źródła energii. "Powinniśmy używać biogazu oraz biooleju" - stwierdził. Tovatt uważa również, że Szwecja wciąż powinna inwestować w energetykę wiatrową, gdyż "mitem jest, że nie ma wiatru, gdy jest zimno".
W Szwecji energetyka jądrowa pokrywa ok. 40 proc. zapotrzebowania kraju na prąd.
Wiadomość tą wyświetlono 3509 razy.

