Dodano: 16 Czerwiec 2025r. 10:45

13 czerwca 2025 r. rząd zaproponował, by przyszłoroczne minimalne wynagrodzenie za pracę wyniosło 4806 zł brutto co oznacza wzrost o 3% tj. 140 zł względem obowiązującej w 2025 r. stawki (4666 zł brutto) . Proporcjonalnie także o 3% miałaby wzrosnąć minimalna stawka godzinowa, z 30,20 zł do 31,40 zł. Ponadto zaproponował także 3 % wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej.
„Solidarność” stoi na stanowisku, że rządowa propozycja jest stanowczo zbyt niska.

Propozycja związków zawodowych ws. przyszłorocznego minimalnego wynagrodzenia to 5015 zł brutto i wzrost wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej na poziomie 12 %.
Oświadczenie Przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Piotr Dudy:

" 90 groszy. Tyle rząd Donalda Tuska ma czelność zaproponować jako „podwyżkę” stawki godzinowej na 2026 rok. To kpina z milionów pracowników w Polsce. Przypomnijmy – na początku 2025 roku stawka godzinowa wzrosła o 2,40 zł, a w całym 2024 roku – o 4,60 zł. Dzisiejsza propozycja to regres, to symboliczny policzek wymierzony ludziom pracy. Cofamy się, zamiast iść naprzód. Tak wygląda „uśmiechnięta Polska” według Donalda Tuska. Panie premierze, pracownikom daleko do uśmiechu! Mają raczej powody do wściekłości. Wyraźnie widać, że Donald Tusk utknął mentalnie w czasach antypracowniczej polityki Platformy Obywatelskiej z lat 2007–2015, kiedy to nie istniała nawet ustawowa stawka godzinowa, a ludzie harowali za 3–4 złote za godzinę. To wtedy z premedytacją budowano rynek niskopłatnej pracy i wzmacniano patologie umów śmieciowych. Niestety, jak widać, duch tamtej epoki wciąż unosi się nad dzisiejszym rządem. Absurdalna jest rządowa propozycja minimalnego wynagrodzenia na poziomie 4806 zł brutto, czyli poniżej postulatu związków zawodowych wynoszącego 5015 zł. Trudno ją nazwać inaczej niż demonstracją braku szacunku wobec polskich pracowników. Wcześniej widzieliśmy żenujący spektakl: publiczne przepychanki między Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej a Ministerstwem Finansów w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia. To pokazuje jedno – ta władza traktuje płacę minimalną jak kartę przetargową w wewnętrznych rozgrywkach, a nie jako narzędzie sprawiedliwości społecznej i godności pracowniczej. A gdzie w tym wszystkim Lewica? Pokrzyczy na konferencji, pogrozi palcem na Twitterze, a potem posłusznie przegłosuje wszystko, co każe premier. Nawet jeśli to jest sprzeczne z interesami ludzi pracy. Wstyd! Do tego dochodzi jeszcze skandaliczne opóźnienie w implementacji dyrektywy w sprawie adekwatnych wynagrodzeń minimalnych w Unii Europejskiej. Powinna przecież być już pół roku temu wdrożona do polskiego prawa. Tymczasem rząd schował ją głęboko do szuflady. W świetle propozycji rządu nie dziwi lekceważące podejście do rozwiązania, które zakłada realne zabezpieczenia w sprawie płac i wzmocnienie dialogu społecznego. Na tym najwyraźniej rządowi nie zależy. I wreszcie propozycja wzrostu płac w budżetówce o 3 procent. Przy dwucyfrowej inflacji z ostatnich lat i realnym spadku siły nabywczej wynagrodzeń to kolejna kpina z nauczycieli, pracowników opieki społecznej, administracji czy służb publicznych. Związki zawodowe domagają się 12 proc. To uczciwa i realistyczna propozycja, którą rząd ignoruje.
Propozycje skandalicznie niskiego wzrostu wynagrodzeń w budżetówce oraz minimalnego wynagrodzenia za pracę i stawki godzinowej świadczą o jednym: rząd Donalda Tuska nie traktuje pracowników poważnie. Ich potrzeby, ich bezpieczeństwo finansowe, ich przyszłość są dla tej władzy drugorzędne.
Pracownicy wam tego nie zapomną. Rozliczą was, tak jak rozliczyli w 2015 roku. Dość upokarzania ludzi pracy. Na to nie możemy się zgodzić."

Wiadomość tą wyświetlono 1651 razy.
