Dodano: 4 Marzec 2026r. 10:41

Włoski rząd pod przewodnictwem premier Giorgii Meloni przyjął pod koniec lutego 2026 r. pakiet zmian w rynku energii, który zakłada przeniesienie kosztów zakupu uprawnień do emisji dwutlenku węgla (ETS) z rachunków za energię elektryczną bezpośrednio na budżet państwa oraz rekompensowanie tych kosztów producentom energii.
Rząd tłumaczył, że taki krok ma obniżyć rachunki gospodarstw domowych i przedsiębiorstw w obliczu rekordowo wysokich cen prądu we Włoszech oraz wzmocnić konkurencyjność krajowej gospodarki.
Przełomowa decyzja Meloni w sprawie ETS
Decyzja została ogłoszona jako część tzw. „dekretu rachunkowego”, który ma złagodzić bezpośrednią presję kosztową, jaką stanowią uprawnienia do emisji CO2 w cenie energii. Rząd podkreślił, że koszty te są w praktyce podatkiem nakładanym na konsumenta, który - zdaniem Meloni - nie powinien być obciążany tak mocno jak dotąd.
„Gwarantujemy wprowadzenie dodatkowej zniżki na rachunek za prąd w wysokości 115 euro rocznie. Oprócz 200 euro, które już wprowadziliśmy”- oznajmiła premier Włoch.
Meloni określiła system ETS jako w istocie „podatek de facto narzuconym przez Europę”. Jej zdaniem w praktyce mechanizm ten działa niesprawiedliwie, ponieważ koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 podnosi cenę całej energii elektrycznej na rynku, także tej wytwarzanej w elektrowniach wodnych i słonecznych, które same nie emitują dwutlenku węgla.
Propozycja rządu w Rzymie polega na oddzieleniu kosztu ETS od wyceny energii pochodzącej z odnawialnych źródeł. Władze chcą, aby prąd z hydroelektrowni i farm fotowoltaicznych był wyceniany bez komponentu emisyjnego, co - według rządu - powinno szybko przełożyć się na obniżenie rachunków. Włoskie media zwracają uwagę, że byłaby to próba odejścia od zasady ceny krańcowej, zgodnie z którą najdroższe źródło w systemie, zazwyczaj elektrownia gazowa obciążona kosztami ETS, wyznacza cenę energii dla całego rynku.
Ogłoszenie tych planów wywołało natychmiastową reakcję na rynkach energetycznych. Notowania kontraktów forward na energię elektryczną i inne instrumenty pochodne zaczęły gwałtownie reagować na perspektywę zmiany sposobu kalkulowania cen energii w jednym z największych rynków europejskich. Analitycy rynków wskazali, że propozycja może prowadzić do znacznej zmienności cen i presji na ceny uprawnień ETS, ponieważ rynkowy sygnał cenowy związany z emisjami zostaje częściowo zniekształcony.
Nawet jeśli w praktyce mechanizm nie oznacza zawieszenia EU ETS ani wyjścia z tego systemu, uznanie tego kroku za precedens może wywołać falę analogicznych działań innych państw członkowskich, dążących do obniżenia rachunków energii poprzez neutralizowanie kosztów emisyjnych w krajowych taryfach.
Czym jest system ETS?
System Emissions Trading System, znany jako EU ETS, jest od 2005 roku głównym instrumentem polityki klimatycznej Unii Europejskiej, mającym ograniczać emisje gazów cieplarnianych przez narzucenie limitu emisji i umożliwienie handlu uprawnieniami. Limit ten z czasem maleje, co ma skłaniać firmy do redukcji emisji. Uprawnienia te zazwyczaj są kupowane na aukcjach, a ich cena stanowi część kosztów produkcji energii konwencjonalnej.
Pierwsza faza funkcjonowania systemu w latach 2005-2007 opierała się niemal wyłącznie na bezpłatnym przydziale uprawnień. Skutkowało to nadpodażą pozwoleń i spadkiem ich wartości, co osłabiło bodziec inwestycyjny. W drugiej fazie, trwającej do 2012 roku, limity i zasady alokacji ustalały państwa członkowskie, co prowadziło do zróżnicowań i zakłóceń rynkowych. Globalny kryzys finansowy oraz recesja ograniczyły produkcję przemysłową, a tym samym emisje, powodując gwałtowny spadek cen uprawnień.
Przełom przyniósł rok 2019, gdy wprowadzono tzw. rezerwę stabilności rynkowej oraz jednolity europejski limit emisji, który z roku na rok ulega zmniejszeniu. Mechanizm ten miał ograniczyć nadpodaż i wzmocnić sygnał cenowy. Bezpłatne przydziały jednak utrzymano dla sektorów narażonych na ucieczkę emisji, takich jak przemysł stalowy, cementowy, rafineryjny czy chemiczny. Czwarta faza systemu, rozpoczęta w 2021 roku, zakładała dalsze obniżanie pułapu emisji oraz rozszerzenie zakresu na lotnictwo cywilne i transport morski.
W 2023 roku ceny uprawnień przekroczyły poziom 90 euro za tonę CO2, po czym uległy korekcie i obecnie oscylują wokół około 70 euro. Równolegle postępuje stopniowe wygaszanie bezpłatnych przydziałów w związku z wdrażaniem mechanizmu CBAM, czyli opłaty węglowej na granicach Unii. CBAM ma ograniczyć ryzyko przenoszenia produkcji do państw o niższych standardach środowiskowych, ponieważ importowane towary będą obciążane opłatą odpowiadającą kosztowi emisji w UE.
Coraz więcej kontrowersji – ETS2
Kolejnym etapem reformy ma być tzw. ETS2, czyli odrębny system obejmujący dostawców paliw i energii dla budynków mieszkalnych, transportu drogowego oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Jego wejście w życie planowane jest obecnie na 2028 rok, po rocznym opóźnieniu względem pierwotnych założeń. Mechanizm ten ma rozszerzyć zasadę odpowiedzialności za emisje na sektory dotychczas nieobjęte bezpośrednio systemem, co budzi zarówno nadzieje na skuteczniejsze ograniczanie emisji, jak i obawy dotyczące znaczącego wzrostu kosztów dla gospodarstw domowych i MŚP. Wielu specjalistów przestrzega, że po wprowadzeniu ETS2 Europejczyków czekają drastyczne podwyżki rachunków za prąd i gaz.
Właśnie na tle tej ewolucji systemu, rosnących cen uprawnień oraz rozszerzania zakresu regulacji, pojawiły się napięcia polityczne i zarzuty, że ETS w obecnej formie stał się narzędziem o silnym wymiarze fiskalnym. Włoska inicjatywa przeniesienia kosztów emisji z rachunków za energię na budżet państwa jest bezpośrednią konsekwencją narastających kontrowersji wokół funkcjonowania systemu ETS.
Niemcy dopłacają do rachunków za prąd

Wiadomość tą wyświetlono 690 razy.
